
Nawet nie usiłowałam włączyć tv.
2013 rozpoczął się zaś serią interesujących zdarzeń, tak cobym miała świadomość, że ta "trzynastka" na daremno w dacie nie widnieje.. A generalnie przesądna przecież nie jestem.
Rozbiłam termometr. Rtęciowy (tych alkoholowych czy jakich tam nie mam siły "strzepnąć"). Pozamiatałam z podłogi tylko okruchy szkła i srebrzyste kuleczki.
Chwilę później w to samo miejsce spadł mi talerz z drugim daniem Pierworodnego. Żeby nie było - do góry dnem. Z uwagi na ewentualne pozostałości po poprzednim incydencie jedzenie poszło w śmietnik. Zjedliśmy na pół moją porcję. Docisnęliśmy mandarynkami.
Potem spaliła się żarówka w pochłaniaczu.
Nie mam sposobu na zarazę, która rozgościła się w naszym eM w listopadzie. Ja pół biedy... ale Pierworodny...
Dlatego:
Żadnych podsumowań.
Żadnych planów.
Żadnych celów.
Pełna improwizacja.
No.