A głupi to ma szczęście.
Mi się trafiło przedwczoraj. I to jak ślepej kurze ziarno. Albo i lepiej. Od razu ze trzy.
Taka kumulacja jedyny raz na dłuuugi czas.
Dzień wolny od pracy (za nadgodziny). Piękna, malowana jesień. I...
I... bilet na koncert:
Z nieba nie spada nic, oprócz gromów (z tego ponoć jasnego - choć spierałabym się), deszczu, innych tym podobnych opadów atmosferycznych i ptasich kup.
Zaproszenie dostałam od Natki. Jej Szanowny Małżonek zaplanował sobie w tym samym czasie (na moje głupie szczęście) podróż zagraniczną. I poooooolllllleeeeeeeciiiiiiał.
A ja piernikiem, niczym sroka bystrooka, frrruu wskoczyłam w jego miejsce i przedwczoraj o 13 z minutami siedziałyśmy w samochodzie i sunęłyśmy A-Czwórką nucąc pod nosem Wrocławiu, piękny Wrocławiu (o tym będzie innym razem)...
Rewelacyjne widowisko. Koncert doskonały. Joe Cocker genialny. Wspomnienia niezapomniane. No i ciary... ciary... ciary....
Dzisiejsze ziarnka:
:) bujanie w obłokach
:) perspektywa wolnych chwil
:) spokój
Życie jest jak pudełko czekoladek - uwielbiam mleczne, a raz po raz trafiam na gorzkie...
piątek, 8 października 2010
środa, 6 października 2010
Ptaszki ćwierkają

Nawet doniosły mi z dalekiego miasteczka mojego, że mało mnie tu...
Postanowienia poprawy, mocne, czy też nie, na nic jak widać się nie zdają.
Odnaleźć się po wakacjach nie potrafię, czy ki czort. Gdzieś tam mam cichutką nadzieję powrócić do mojej dawnej systematyczności... nie mniej jednak ostatnio zaglądam tu bardzo rzadko...jeszcze rzadziej piszę.. zerkam co u Was ciekawego - czasem kliknę coś tu i ówdzie, ale tego też jakby mniej...
Nawet po ostatnim spacerze ze Stardust sen miałam, że byłam w Ameryce z koleżankami i że popołudniem miałyśmy się wybrać do SuperCentrumHandlowego na super zakupy.
Ależ mi ta moja podświadomość psikusy robi. Co? Niektórzy jednak mawiają, że sny nad ranem podobno się spłeniają... Ten mój amerykański sen , pamiętam doskonale, zjawił się o 5.20 i trwał do 5.30 zanim bezlitosny alarm w komórce kolejny raz tego poranka obwieścił, że pora wstać.
Ależ mi ta moja podświadomość psikusy robi. Co? Niektórzy jednak mawiają, że sny nad ranem podobno się spłeniają... Ten mój amerykański sen , pamiętam doskonale, zjawił się o 5.20 i trwał do 5.30 zanim bezlitosny alarm w komórce kolejny raz tego poranka obwieścił, że pora wstać.
Może więc kiedyś...?
Kto wie.
Dzisiejsze ziarnka:
:) spacer dzieciaczków ze żłobka, trzymających się dłuuugiej kolorowej stonogi
:) złota, polska jesień
:) popołudnie inne niż wszystkie
Subskrybuj:
Posty (Atom)