
Bez bieżącej wody w łazience, bez ciepłej wody w całym mieszkaniu.
Dobrze, że oddzielny pion jest na kuchnię, bo d
Wstaję o 4.30 - grzeję wodę na gazie w garze. Zanoszę do łazienki. Mieszam wrzątek z zimną wodą wiadra.
Myję wpierw głowę. Polewam się potem kubeczkiem.
Nie wspomnę o spłukiwaniu czegoś grubszego w toalecie! Czerpie wodę z kuchni.
zięki temu zimna jest w kuchni.
Pierworodny mówi, że już się psy za nim oglądają, bo wszystkie spodnie kilkakrotnie użyte.
O praniu w pralce mogę jedynie pomarzyć.
Usuwanie awarii trwa od 28.04.br.
Przed długim weekendem dwóch lokatorów nie wyraziło zgody na kucie ścian w łazience. Bo nie. Może samo przejdzie.
Najwygodniej było więc pracownikom spółdzielni zakręcić wodę. A ...uj z tym, że to dłuugi wekend. Nie ich problem!
W czwartek popołudniem była u mnie sąsiadka z 6 że jej cieknie po ścianie (ktoś z lokatorów nie wytrzymał i wiedząc gdzie jest zawór odkręcił). Pierworodny skorzystał. Bo był w domu.
Zadzwoniłam do spółdzielni i zapytałam o termin usunięcia awarii i zapytałam też czy będą u mnie wymieniać ten pion, bo sąsiadce cieknie po ścianie.
Ja nie jestem potrzebna. 7 piętro nie jest brane pod uwagę. Wymiana nastąpi od podłogi na 6 piętrze do dołu. W moim humanistycznym bądź co bądź umyśle zawrzało.
Pytam więc pana odpowiedzialnego za usunięcie awarii DRUKOWANYMI GŁOSKAMI, że dlaczego zaczynają od podłogi w dół, skoro sąsiadka na 6 piętrze ma mokrą ścianę?!
GROCHEM O ŚCIANĘ!!!
Ja swoje - pan swoje. Usterka miała być usunięta dzisiaj, bo pan z 5 piętra nie wpuszczał ich do mieszkania, i ostatecznie się zgodził na najbliższy termin sobota 11.05.
Dodam, że on opiekuje się mieszkaniem ojca, więc jemu wsjo rybka, czy będzie umiał spłukać kupę, czy też nie.
Dziś o ósmej rano usłyszałam kłucie, pukanie, wkręcanie, zacieranie... i cisza...o 13 odkręciłam kran.
JEST WODA! CIEPŁA. Jeszcze koloru marchewkowego z domieszką brązu, ale leci!!!.
Radość moją podzielili pewnie i inni lokatorzy, bowiem ciśnienie miałam tak małe, że mi się piecyk gazowy odpalić nie chciał. Woda ledwo ciurkała.
Do południa łaziłam w szlafroku licząc na to, ze w koncu będę mogła delektować się szumem lecącej wody stojąc pod prysznicem... nagle usłyszałam łomotanie do drzwi! Sąsiad z dołu przyszedł wyklinając fachowców - ŚCIANA MU NADAL PRZEMAKA!!!
Zgłaszał oczywiście fachowcom w czasie usuwania awarii, że rura powinna być wymieniona co najmniej od sufitu, bo ściana im moknie . W odpowiedzi usłyszał, że oni nie są dziś przygotowani (prace zlecono firmie pewnie zaprzyjaźnionej z zarządem spółdzielni), że mają polecenie wymienić od podłogi - i tak też zrobili.
Powiedzcie mi Kochani, jakim kurna mać fachowcem trzeba być, by wiedząc że ścianę zalewa, decydować się na wymianę rur poniżej usterki???????!!!!
A poza tym czy naprawdę spółdzielnia nie ma narzędzi by przymusić lokatora do obowiązkowej obecności w celu usunięcia usterki. Ewentualnie wezwania odpowiednich służb i zrobić to pod jego nieobecność?
Za chwilę pewnie znów zakręcą wodę. :(
Zdjęcie z sieci.