czwartek, 1 marca 2012

Fifty fifty

Ostatnio rozmnożyło się portali oferujących zakup usług po niebywale (rzekłabym podejrzanie) niskich cenach... 
Wczasy.
Naprawa samochodu.
Zakup perfum czy skoku na bandżi... za jedyne pół tego, co  wydać na tenże cel zwykle  trzeba...
Sprawdźmy, poczytajmy na forach i się zastanówmy się....
...zanim....
 Zanim  się okaże, że firma okazała się fikcyjna a właściciel zgarnął kasę (niemałą) i zniknął z wirtualnej przestrzeni...


Po co uczyć się na własnych błędach? ;-)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Bałwan-ka

Idzie wiosna...,


Ale w razie nagłego powrotu śnieżnej zimy odradzam: 
włączenie wycieraczek samochodowych w celu zgarnięcia zalegającego na przedniej szybie śniegu, bez uprzedniego zamknięcia drzwi pojazdu... no chyba, że ktoś lubi własnymi rękami  lub łopatką (o ile posiada pod ręką)  wybierać biały puch z ... wnętrza samochodu...

sobota, 25 lutego 2012

Bajka nie-bajka.

Żyła sobie pewna staruszka.
Samotnie. Wcześniej umarł jej mąż. Potem jedyna córka. (Albo męża nie miała? - nie pamiętam)
Została sama w pustym, starym domku, w którym trzeba było w piecu napalić, pranie zrobić, wiosną ogródek do życia powołać, latem kosić w nim trawę, jesienią zbierać opadłe z drzew owoce, i wypompowywać wodę z piwnicy, która pojawiała się po każdej większej ulewie, a zimą odśnieżać, by w razie wypadku, karetka pogotowia mogła dojechać pod drzwi domu. 
I  żyła sobie dziewczyna.
Młoda, ufna, pracowita. Postanowiła pomóc kobiecinie.
I tak dzień w dzień odwiedzała ją, prała w starej Frani pościel, bo automatu używać nie można było, paliła w piecu, wysłuchiwała opowieści, komentarzy pod swoim adresem, z czasem coraz bardziej złośliwych, woziła na zakupy, do lekarza i gdzie babcia tylko chciała. Staruszce odpowiadało takie towarzystwo. By przywiązać do siebie dziewczynę postanowiła zapisać jej notarialnie swój stary domek.
I tak się też stało... W zamian za dożywotnią opiekę panienka została właścicielką starego domku z ogrodem... A babcia (skoro zapisała) wymagała coraz więcej,  ochrzaniała, wyzywała, a  dziewczyna w poczuciu  obowiązku (bo dostała i się zameldowała, ale razem nie zamieszkała, choć pewnie babcia po cichu na to liczyła) biegała z zaciśniętymi zębami  i należycie wypełniała swoje zadania.
I tak minęły dwa lata...
Dziewczyna młoda  - wyszła za mąż.
I tu nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Babci się odmieniło.
Przestała wpuszczać dziewczynę do domu. Opowiadała w około, że ta jej dom ukradła. Żądała wizyty u notariusza i zwrotu nieruchomości. Dziewczyna jednak nadal biegała codziennie do staruszki by wypełnić swe obowiązki. Staruszka wrzeszczała na nią przez okno (bo do domu nie wpuszczała), straszyła policją za wtargnięcie na jej posesję, albo po prostu zostawiała kartki, że jej nie ma.   Nie pomagały rozmowy z lekarzem, księdzem i innymi lokalnymi przedstawicielami społeczeństwa.
Staruszka się zacięła. Chce stać się z powrotem właścicielką domku.
Dziewczyna tez się zacięła. Z uporem maniaka chodzi pod dom, bo do środka wpuszczana nie jest i usiłuje wypełnić ciążące na niej, zawarte w akcie notarialnym postanowienia.
Babcia oddała sprawę do sądu.
Dziewczyna wynajęła adwokata za pieniądze, za które mogłaby pojechać w naprawdę fajną podróż poślubną.
Bajka pewnie nie skończy się prędko...

Swoje zdanie na temat mam.
Jestem jednak ciekawa Waszych refleksji i komentarzy.


ps. zdjęcie jak zwykle z sieci:)

sobota, 31 grudnia 2011

Niech się zdarzy!

 
Dla mnie przyszłość to przede wszystkim marzenia...
Żeby coś się zdarzyło,
najpierw trzeba to sobie wymarzyć
...                                                                                              
Janusz Wiśniewski
"188 dni i nocy"





Niech 2012 będzie więc
Rokiem Marzeń Wymarzonych i Marzeń Spełnionych
:)))



piątek, 4 listopada 2011

Jak kamień w wodę?

Nie. Jak Ida w robotę. 
Jednych kochają pieniądze - innych kocha robota. Ja z tych drugich. Niestety.  Ot i cała prawda.
Na dodatek dinozaurowate podejście do roboty. Jak się nauczyć wstawać punkt 15-sta  od biurka i nie zważając na niedokończoną robotę skutkującą pierońskimi konsekwencjami dla całej firmy, udać się najspokojniej w świecie do domu?
Cholera jasna - wkurza mnie gdy pion inżynierski po 8 ha w pracy macha mi  z uśmiechem na do widzenia. A ja siedzę przed monitorem, gdy oni przychodzą i tkwię przy nim, gdy wychodzą... 
Rozmowy z Najlepszym - póki co spełzają na niczym. Trzyma mnie w szachu? Samotna matka, straszą kolejnym kryzysem.... o nową fajnie płatną pracę ciężko...
Ja tę moją nawet lubię... tylko za stara już  jestem na tego typu maratony... a ciągnę tak prawie od maja -  bez urlopu... (nie wliczam jednego dnia spędzonego na jeziorze Żywieckim, który  to dzień oczywiście uprzednio nadrobić musiałam)... Kręgosłup mi wysiada, oczy powoli też, piasek, popękane naczyńka.... nie mówiąc o psychice.... niedługo zatruję się własnym jadem...
Przepadłam...
Wracając do domu a po 10godzinach intensywnej pracy  przed komputerem nie odpalam już  mojego laptopa, albo tylko zaliczam  codzienne powtórki z niemieckiego.. czy raczej -  usiłuję je  zaliczyć, bo nad nimi najczęściej zasypiam...
Nie bywam Tu... nie bywam u Was...
Bywam za to totalnie Nigdzie.
W weekendy budzę się zmęczona, a  po kilku godzinach nadrabiania prac domowych, zasypiam znowu na kilka godzin... potem niedziela ... i znów... kierat...

2 listopada miałam wolne.
Pierworodny przyszedł ze szkoły zadowolony. Mama otwarła drzwi, w domu. pachniało obiadem...Zjedliśmy go  razem. Wysłuchałam spontanicznych relacji co nowego w klasie i dlaczego? 
Fajnie było.

ps. Dzięki Margo za troskę.  Buziak. Do następnego razu.