sobota, 31 grudnia 2011

Niech się zdarzy!

 
Dla mnie przyszłość to przede wszystkim marzenia...
Żeby coś się zdarzyło,
najpierw trzeba to sobie wymarzyć
...                                                                                              
Janusz Wiśniewski
"188 dni i nocy"





Niech 2012 będzie więc
Rokiem Marzeń Wymarzonych i Marzeń Spełnionych
:)))



piątek, 4 listopada 2011

Jak kamień w wodę?

Nie. Jak Ida w robotę. 
Jednych kochają pieniądze - innych kocha robota. Ja z tych drugich. Niestety.  Ot i cała prawda.
Na dodatek dinozaurowate podejście do roboty. Jak się nauczyć wstawać punkt 15-sta  od biurka i nie zważając na niedokończoną robotę skutkującą pierońskimi konsekwencjami dla całej firmy, udać się najspokojniej w świecie do domu?
Cholera jasna - wkurza mnie gdy pion inżynierski po 8 ha w pracy macha mi  z uśmiechem na do widzenia. A ja siedzę przed monitorem, gdy oni przychodzą i tkwię przy nim, gdy wychodzą... 
Rozmowy z Najlepszym - póki co spełzają na niczym. Trzyma mnie w szachu? Samotna matka, straszą kolejnym kryzysem.... o nową fajnie płatną pracę ciężko...
Ja tę moją nawet lubię... tylko za stara już  jestem na tego typu maratony... a ciągnę tak prawie od maja -  bez urlopu... (nie wliczam jednego dnia spędzonego na jeziorze Żywieckim, który  to dzień oczywiście uprzednio nadrobić musiałam)... Kręgosłup mi wysiada, oczy powoli też, piasek, popękane naczyńka.... nie mówiąc o psychice.... niedługo zatruję się własnym jadem...
Przepadłam...
Wracając do domu a po 10godzinach intensywnej pracy  przed komputerem nie odpalam już  mojego laptopa, albo tylko zaliczam  codzienne powtórki z niemieckiego.. czy raczej -  usiłuję je  zaliczyć, bo nad nimi najczęściej zasypiam...
Nie bywam Tu... nie bywam u Was...
Bywam za to totalnie Nigdzie.
W weekendy budzę się zmęczona, a  po kilku godzinach nadrabiania prac domowych, zasypiam znowu na kilka godzin... potem niedziela ... i znów... kierat...

2 listopada miałam wolne.
Pierworodny przyszedł ze szkoły zadowolony. Mama otwarła drzwi, w domu. pachniało obiadem...Zjedliśmy go  razem. Wysłuchałam spontanicznych relacji co nowego w klasie i dlaczego? 
Fajnie było.

ps. Dzięki Margo za troskę.  Buziak. Do następnego razu.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Lecytyno, moja lecytyno...

Tabletki się skończyły... i.....

... umyłam samochód w myjni bezdotykowej... z uchyloną na 15 cm szybą  od strony kierowcy......





Jak widać - innym też się zdarza....:))))

Miłego tygodnia:)

niedziela, 31 lipca 2011

Jeśli żyć chcesz - płać sam, czyli profilaktyka po polsku

Z racji wskoczenia w kolejny przedział wiekowy postanowiłam zrobić sobie gruntowny przegląd. Nadwozia i podwozia.
Wnętrze dawało od pewnego czasu jakieś przedziwne sygnały, które powoli przerodziły  się w nieuzasadnioną, jak się okazało  - panikę.
Internetowe opisy krzyczały "idź do lekarza!". Posłuchałam. Zorganizowałam się jakoś. I poszłam.
Mój internista po krótkiej rozmowie dał skierowanie m.in. do poradni genetyki, by sprawdzili, czy jestem w grupie zwiększonego ryzyka,  czy nie.Udało mi się złapać termin nawet w miarę szybko, bo pierwotnie mowa była o październiku...
Trzy godziny spędzone w poczekali onkologicznej przytłoczyły mnie masakrycznie, a... odpowiedź pani doktor:
"to badanie jest zbyt drogie, proszę przyjść jak JUŻ PANI BĘDZIE MIAŁA RAKA
 pozbawiła mnie złudzeń....
Mojego lekarza też . Bo on z tych, co ze świecą szukać. Dotychczas przyzwyczajona do  oschłego "słucham"  rzucanego w powietrze znad kartoteki poprzedniego pacjenta, oniemiałam podczas pierwszej wizyty napotkawszy od progu życzliwe spojrzenie i usłyszawszy uśmiechnięte "I co słychać?"

Mam nadzieję, że owej pani doktor nigdy więcej nie spotkam.
Nie potrafię jednak zapomnieć twarzy młodziutkiej dziewczyny, która dowiedziała się, że ma guza przysadki mózgowej... Termin rezonansu magnetycznego komputer wyznaczył  na MARZEC 2012....

.. rzec się chce "k.. jego mać!".


ps..: zrobiłam sobie inne płatne badanie. Wyszło ok. Uff. 

niedziela, 17 lipca 2011

Szczyt Idyidyjotyzmu?



Stać przed drzwiami własnego eM i  naciskać przycisk pilota alarmu samochodowego, wkurzając się przy tym na maksa, że drzwi nie chcą się otworzyć.
ha!
ha! ha!
ha! ha! ha!
(no ryczeć przecież nie będę!)