niedziela, 17 lipca 2011

Szczyt Idyidyjotyzmu?



Stać przed drzwiami własnego eM i  naciskać przycisk pilota alarmu samochodowego, wkurzając się przy tym na maksa, że drzwi nie chcą się otworzyć.
ha!
ha! ha!
ha! ha! ha!
(no ryczeć przecież nie będę!)

sobota, 16 lipca 2011

Ryczeć przecież nie bede!

Pojawiam się tu i znikam jak Murzyn na przejściu dla pieszych.
Mam z tego powodu wyrzuty sumienia  - nie mniej jednak, doba nie guma i się nie rozciąga (niestety) więc zmuszona do ciągłych wyborów, na co poświęcić czas - odpuszczam blogowanie.
Może się poprawię, a może nie. Nie wiem sama.

Cóż przez ten czas się w moim życiu zmieniło?
Ano ze dwa tygodnie temu  - pierwsza cyfra osobistego kodu  - jak mówi moja siostra. Bardziej brutalni twierdzą, że wskoczyłam w przedział 40-60. Ale po lekkiej depresji  związanej z zaobserwowaniem zmian na ciele i duszy - jadę ( raczej zasuwam z prędkością niewyobrażalną dla polskich kolei państwowych)  sobie w tym nowym przedziale, czasem z klimatyzacją, najczęściej bez., póki co nawet zakręty jakby jakieś łagodne... tfu tfu tfu... żeby nie zapeszyć.  Cel, który obrałam - dokładnie nieznany -  Improwizacja. Wielka? A to się jeszcze okaże. :).


Do następnego razu!
   
Wasza Ida (Świeżo Upieczona 40-stka)

niedziela, 1 maja 2011

Kiedy to zleciało?



 Dla Anastazji


Nie jestem może dobrą wróżką,
Nie macham czarodziejską różdżką,
Lecz dzisiaj w Dniu Twoich  Pierwszych Urodzin
Nie liczę minionych minut  i godzin ..
Stoję  przed Tobą z uśmiechniętą minką
I życzę  Ci , Moja Mała Dziewczynko:
By  piękną baśnią Twe życie było,
By tylko dobre się w nim spełniło .
By zawsze byli: mama i tata,
Byś wciąż się śmiała  z wygłupów brata.
Niech Ci marzenia z  chmurek spadają,
Codziennie niech Cię uszczęśliwiają.
Biedronki niechaj  lecą do nieba,
Niechaj przynoszą wszystko co trzeba.
Niechaj Ci zawsze słoneczko świeci,
Niech Cię kochają:  dorośli,  dzieci…

Ściskając ciepło, wręczając kwiatka …
Całuję mocno…
                      Twa Chrzestna Matka.

Pniów, 1. Maja 2011 roku.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Lanego i wesołego:)

Prognoza pogody na onecie, którą przed świątecznym wyjazdem uparcie i regularnie śledziłam wzięła w łeb.
Wczoraj wiało, lało  i nawet grzmiało. Psa z kulawą nogą by w taką pogodę z domu nie wygonił.
A taką ochotę miałam na poobiedni spacer po okolicznych  górkach...
Dziś ciut lepiej. Choć mokro.
Rześkie powietrze wdziera się przez otwarte okno... Błękit nieba usiłuje przecisnąć się przez chmury. Ptaszki rozpoczęły  już swoje trele...
 Kończy się powoli świąteczny czas.
Dziś lany poniedziałek... z racji tego, że w tym roku wybrałam Beskidy zamiast Gór Stołowych, może obejdzie mi się nawet na sucho?
Tradycyjne poranki w Drugi dzień Świąt w domu mojej Kuzynki zazwyczaj wyglądały tak:

No to Wesołego!:)

piątek, 15 kwietnia 2011

Tu.

Tu przepadłam. Margo. Tu.
W mojej szarej codzienności.
Coraz częściej miewam pierońskie weekendowe bóle głowy (mam nadzieję, że li tylko migrenowe).  Czasu na lekarza oczywiście - brak.
W pracy mieli się i mieli  - zobaczymy wkrótce co będzie się dało upiec z tej mąki. Na dodatek klęska urodzaju. Brzmi idiotycznie -  wiem. Mówią, ze co nas nie zabije to nas wzmocni. Uciekliśmy kryzysowi na milimetr paznokcia... ale teraz dobić nas mogą  nieprzyzwoicie wysokie odszkodowania za nieterminowe dostawy.
Zimno za oknem. W domu głodno (to akurat na własne życzenie, by nie zaprzepaścić efektów 7 dniowego katowania się zupką kapuścianą).
I natchnienia i czasu brak na pisanie... Do Was to jeszcze czasem zaglądnę,  choć komentarza nie zostawię.
Mam nadzieję, że jak już zaczną się wakacje, to... 
No...

Pozdrawiam Was Wszystkich bardzo ciepło:)))

p.s.
Zerknęłam właśnie na opis gg Natki. "pracowita, ale lubi poleżeć ... do wakacji 69 dni"
To już całkiem z górki:)))