jedzenia z KFC...
Ognista przyprawa... daje bardziej ogniście, ze hej.
Ani poparzenie drugiego stopnia tak nie piecze, jak chwila, gdy nieprzetrawione resztki wydostają się z jelita grubego na zewnątrz...
Ałaaaaaaaaaaaaaaaa...
Życie jest jak pudełko czekoladek - uwielbiam mleczne, a raz po raz trafiam na gorzkie...
niedziela, 30 sierpnia 2009
czwartek, 27 sierpnia 2009
Palec Boży
W pracy byłam niemiła - szczególnie wobec jednego pracownika. Nie potrafię wobec niego zachowywać się profesjonalnie... sam widok jego twarzy powoduje skręt kiszek w moim brzuchu i wszystkie wrzody stają na baczność podrażniając ścianki żołądka...
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że właśnie przez niego musiałam dzisiaj godzinę dłużej w pracy zostać...
Sami rozumiecie...
Wydawało się, że nie zdążę wrócić do domu, przed kolejnymi zajęciami na mieście... ale wróciłam.
Oczywiście trzeba się było przebrać - bo skwar i ciuchy kleiły się do tułowia...
Przymierzam się przed lustrem i słyszę takie dziwne "klak"... jakby się coś wyłączyło...
Kontrolka zapaliła mi się w głowie... i z przerażeniem pomyślałam: "prasowałam dzisiaj rano"... weszłam do pokoiku Daw, gdzie pod jego nieobecność urządziłam sobie kącik gospodarczy....
Rozłożona deska do prasowania... i na niej żelazko oparte o metalowy uchwyt... spojrzenie moje pobiegło błyskawicznie po kablu... chciałam sprawdzić, czy wtyczka leży spokojnie na podłodze...
NIE lezała...
Wetknięta była w gniazdko...
Boże gdybym zostawiła żelazko na desce... nie miałabym do czego dziś wracać...
Opatrzność i pomoc naszych Aniołów uchroniła nas od bezdomności...
Za prąd pewnie dostanę niezłe wyrównanie 2000 Watt razy 11 godzin razy ileś tam złotych...
ale co tam.
Forsę się zawsze da zorganizować....
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że właśnie przez niego musiałam dzisiaj godzinę dłużej w pracy zostać...
Sami rozumiecie...
Wydawało się, że nie zdążę wrócić do domu, przed kolejnymi zajęciami na mieście... ale wróciłam.
Oczywiście trzeba się było przebrać - bo skwar i ciuchy kleiły się do tułowia...
Przymierzam się przed lustrem i słyszę takie dziwne "klak"... jakby się coś wyłączyło...
Kontrolka zapaliła mi się w głowie... i z przerażeniem pomyślałam: "prasowałam dzisiaj rano"... weszłam do pokoiku Daw, gdzie pod jego nieobecność urządziłam sobie kącik gospodarczy....
Rozłożona deska do prasowania... i na niej żelazko oparte o metalowy uchwyt... spojrzenie moje pobiegło błyskawicznie po kablu... chciałam sprawdzić, czy wtyczka leży spokojnie na podłodze...
NIE lezała...
Wetknięta była w gniazdko...
Boże gdybym zostawiła żelazko na desce... nie miałabym do czego dziś wracać...
Opatrzność i pomoc naszych Aniołów uchroniła nas od bezdomności...
Za prąd pewnie dostanę niezłe wyrównanie 2000 Watt razy 11 godzin razy ileś tam złotych...
ale co tam.
Forsę się zawsze da zorganizować....
Przesilenie
letnie czy już może jesienne?
Budzę się o świcie.
Przed kogutami,
dzwonem na wieży kościelnej,
nie wspomnę o moim alarmie w telefonie.
Budzę się zmęczona.
Ech...
Budzę się o świcie.
Przed kogutami,
dzwonem na wieży kościelnej,
nie wspomnę o moim alarmie w telefonie.
Budzę się zmęczona.
Ech...
wtorek, 25 sierpnia 2009
Są takie dni w tygodniu
gdy nic mi się nie układa
i jak na złość wypada wszystko z rąk.
Zasłaniam wtedy okna
w najdalszym kącie siadam
i sama z sobą chcę do ładu dojść...
...dziś był właśnie taki dzień...:-(
i jak na złość wypada wszystko z rąk.
Zasłaniam wtedy okna
w najdalszym kącie siadam
i sama z sobą chcę do ładu dojść...
...dziś był właśnie taki dzień...:-(
Wolnoć Tomku
Nie wytrzymam z nimi!
Bezczelne to to, że aż strach...
Otwieram dzisiaj raniutko balkon (rześkie powietrze pomaga mi wskoczyć o świcie na obroty) i co widzę?
Gołąb!
Na barierce dumnie stoi. Ani drgnie. We mnie krew zaczęła buzować... przekleństwa posypały się w odruchu bezwarunkowym.
Zobaczył mnie w końcu. Przekrzywił głowę. I rozwinął skrzydła...
Poleciał...!
Na mój parapet w oknie balkonowym!
W samym rogu, tuż przy ściance zrobił sobie sraczyk... nie, przepraszam, sracz!
Doniczki również upstrzone jego odchodami...
Piór pełno...
Ciśnienie wzrosło mi do 200 chyba!
Gdyby nie było mi szkoda parapetu i farby, która pewnie zeszłaby pod wpływem środka żrącego, polałabym go bez zastanowienia jakimś ACE, WC pikerem czy innym środkiem odkażającym. A niechby mu tak te jego czerwone łapki poparzyło...
A to wszystko przez sąsiada nade mną!
Cholera jasna - mieszka w Bielsku, to na jego balkonie zadomowiły się te wstrętne, wszędobylskie, obrzydliwe, ptaszyska!
Wrrrr....
Nie strzimam tego!
Bezczelne to to, że aż strach...
Otwieram dzisiaj raniutko balkon (rześkie powietrze pomaga mi wskoczyć o świcie na obroty) i co widzę?
Gołąb!
Na barierce dumnie stoi. Ani drgnie. We mnie krew zaczęła buzować... przekleństwa posypały się w odruchu bezwarunkowym.
Zobaczył mnie w końcu. Przekrzywił głowę. I rozwinął skrzydła...
Poleciał...!
Na mój parapet w oknie balkonowym!
W samym rogu, tuż przy ściance zrobił sobie sraczyk... nie, przepraszam, sracz!
Doniczki również upstrzone jego odchodami...
Piór pełno...
Ciśnienie wzrosło mi do 200 chyba!
Gdyby nie było mi szkoda parapetu i farby, która pewnie zeszłaby pod wpływem środka żrącego, polałabym go bez zastanowienia jakimś ACE, WC pikerem czy innym środkiem odkażającym. A niechby mu tak te jego czerwone łapki poparzyło...
A to wszystko przez sąsiada nade mną!
Cholera jasna - mieszka w Bielsku, to na jego balkonie zadomowiły się te wstrętne, wszędobylskie, obrzydliwe, ptaszyska!
Wrrrr....
Nie strzimam tego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)