sobota, 8 maja 2010

Sobota - robota

Ja tam kobieta pracująca, żadnej się nie boję. Ale co jak co,  w sobotę do pracy chodzić nie lubię.
Dziś jednak mus był - i tyrałam całe osiem ha jak wół na przedwiośnianym polu.
Jeśli tylko wypada jakiś dzień z mojego tygodnia roboczego (urlop mam, albo święto  jest, którego kontrahent zagraniczny nie świętuje)  nie umiem odgrzebać się z papierów. A papierki tylko z drukarki wychodzą, wychodzą wychodzą wychodzą i wychodzą... setki tygodniowo... i każdy trzeba umieścić w segregatorze za odpowiednią przekładką...
Zapłacić za robotę w sobotę - nie zapłacą. Wybrać  będę mogła. Dobre i to.
Tyle tylko, że jak wezmę  dzień wolnego, to znowu będę musiała go odrobić, nadrobić, podgonić.  No i kółko się zamknie, ale dziś się tym nie zamierzam martwić.
Zbyt późna pora.
I weekend czas zacząć.


Dzisiejsze ziarnka:
:) brokuły z bułeczką tartą
:) złocienie w przyulicznych rowach
:) e:mailik od Iwi




*Zdjęcie z sieci.

środa, 5 maja 2010

Desperacja...


Scenka pierwsza.
Natarczywy dzwonek do drzwi. Iwi spogląda przez judasza. Jakiś mały chłopczyk. Nie zna go. Mimo swej pełnoletności - nie otwiera. Ciepło jest. Chodzi po domu w staniku i majtkach. Chłopiec nie daje jednak za wygraną. Dzwoni kolejny raz. "Otwórz Ty - jesteś ubrany" Iwi zwraca się  do swego Niemęża.
- Dzień dobry. Czy jest pani Iwi? - usłyszawszy swoje imię Iwi wkłada na siebie gruby jasnozielony szlafrok, który miałam okazję zobaczyć swego czasu  na wyjeździe w Zakopanem i pokazuje się w drzwiach.
- Pani jest koleżanką mojej mamy.  Mam osiem lat. Mama napisała do pani karteczkę. Nie umiem czytać. Proszę.
"Cześć Iwi. Pamiętasz, chodziłyśmy razem do podstawówki. Mieszkam w klatce obok. Czy mogłabyś mi pożyczyć 20 zł do 10-tego?"
Iwi rozłozył  ten list na czynniki pierwsze. Faktycznie wie, że koleżanka z klasy mieszka w tym samym bloku. Nigdy się jednak nie przyjaźniły. Iwi się uczyła. Ona nie. Iwi chodziła na lekcje. Ona na wagary. Po zakończeniu szkoły podstawowej nie zamieniły ze sobą ani słowa... aż dziś... ten list.
Iwi spojrzała na malca. Ośmiolatek. Nie wygląda na tyle. Spojrzała raz jeszcze na kartkę. Na malca. Serce jej się ścisnęło. Pobiegła poszukać pieniędzy. Kto jednak dzisiaj gotówkę w domu trzyma, skoro wszędzie (podobno) można płacić kartami? Wysupłała jednak jakieś klepaki z dna torebki, kieszeni zimowego płaszcza i trochę ze skarbonki - całe 16 zł  wręczyła chłopcu.
- Dziękuję - grzecznie się ukłonił i odszedł. Iwi stała jeszcze kilka chwil w przedpokoju.
Oniemiała.

Scenka druga.
Urodziny. Uprzątnięto stół po sutym, typowo śląskim obiedzie: czorne kluski, modro kapusta, rolady zawijane..z sosem.  Biesiadnicy napchani po uszy, ale co to za obiad bez deseru. Na stół wjechały  zatem ciasta. Takie, siakie, owakie.
Je się. Pije się.  Gawędzi się Opowiada się. Ogólna imprezowa wesołość panuje.
Dźwięk dzwonka do drzwi przerywa rozmowę w pół zdania. Odrywa od stołu gospodynię.
- Dzień dobry. Czy ma może Pani coś do jedzenia?  - głos należy, na oko,  do dziesięciolatka.
Pani Te znana z dobrego serca i poczucia obowiązku, że głodnych nakarmić trzeba, szybko zakrzątnęła się w kuchni. Wyjęła dużą torbę i zapakowała co tam mogła i miała. Dorzuciła jeszcze ciasto urodzinowe ze stołu,  na które ochoty, ani siły  nikt już nie miał (zaczęto bowiem przekąszać i zakąszać)
Chłopak wziął w dwie ręce reklamówę z wałówą, podziękował i poszedł.
Za chwil kilka rozległ  się ponownie dzwonek.
- Pewnie chłopak  przyszedł powiedzieć, że dziękuje, ale ciasto nieświeże - rzucił jeden z biesiadników, a   goście poddali sie ogólnej wesołości.
- Proszę pani, proszę pani... a czy mogłaby pani dać jeszcze cukier i proszek do prania?

                              ...czy może bezczelność...?

Iwi opowiedziała. Ida zanotowała.

Dzisiejsze ziarnka:
:) naleśnikowa niespodzianka
:) czternaście lat minęło, jak jeden dzień..:)
:) kubek gorącej herbaty w zimnie przedpołudnie

wtorek, 4 maja 2010

O psie, wiośnie i maturach

Pogody pod psem jakby ciąg dalszy.
Nie płaczę z tego powodu, ponieważ przynajmniej nie żal zasuwać do roboty. Bowiem złośliwością makabryczną wręcz jest budzić się w pierwszy dzień po świątecznej niepogodzie przy niebie pełnym słońca i błękitu.
Zatem z ulgą przyjmuję tę dzisiejszą szarość nieba, mokrość ulic i trawników.
Dzięki kapryśnej tegorocznej wiośnie zauważyłam też jeszcze coś.
Kasztany kwitną w dniu matur (!). Ostatnimi czasy było to jakby mało spotykane - kikuty przekwitłe na początku maja wśród zielonych liści kasztanowców tkwiły. 
 Za chwilę zobaczę na ulicach maturzystów - elegancko odzianych, trochę uśmiechniętych, bardziej pewnie zestresowanych...  Na ten widok serducho ściśnie mi się (od lat tak mam).
Trzymam kciuki za wszystkich razem i każdego z osobna.
Jedno mogę powiedzieć - choć dziś pewnie w to nie wierzą, nie jest to najtrudniejszy egzamin w Ich życiu.
Ale o tym przekonać muszą się  sami.

Powodzenia!

Dzisiejsze ziarnka:
:) do weekendu tylko 4 dni
:) popołudniowe spotkanie z mistrzynią nożyczek
:) a jednak się kręci

niedziela, 2 maja 2010

Anastazja

Wczoraj pojawiła się na świecie. O godzinie 10.45.
Całe 3,50 kg i 53 cm.
Od wczoraj chodzę cała jak w skowronkach. W zasadzie latam (i to nie na miotle).
Moja Mała Córcia Chrzestna.
Dziś pobiegłam wyściskać jej mamę.
Maleńką wycałowałam. Wytarmosiłam. Poprzewijałam. Poprzytulałam.
Boże, jak cudny jest  taki świeżuteńki noworodek... troszkę jeszcze zmęczony dopiero co przebytą drogą... ale jak pachnie...
 ...bezbronny kiwaczek ...

Witaj Słodziutka na tym świecie...



Dzisiejsze ziarnka:
:) zakupy w dziale niemowlęcym
:) dotyk Maleńkiej
:) zielono-żołte rzepakowe pola

sobota, 1 maja 2010

Plany plany plany

Zaplanować to ja se mogę... mycie zębów chyba.
Całą noc deszcz stukał w parapet.
O ja durna!. Przecież to oczywiste! Zawsze nawala deszczem, gdy umyję okna. Z uwagi na długi weekend, mogłam sobie więc darować to wczorajsze pucowanie. Ale oczywiście myślenie mi się wyłączyło. Efekt. Proszę. Okna i tak schlapane. Skopane plany i Pierworodnego,  (poumawiał się z kolegami na grilowanie) i moje... niebo szare, mokry za oknem świat... wiatr (jakby mało wiosenny)...
Podciągnęłam żaluzje na maksa, by nie przegapić błękitu, gdy takowy pojawi się nad miastem.
Ponieważ nie ma co se psuć dnia narzekaniem... trzeba będzie wymyślić i wprowadzić w życie  Plan Be.
Wysokie obcasy.
Misiek pod pachę.

Co nas kręci co nas podnieca?
Kto wie...



Dzisiejsze ziarnka:
:) kawa o poranku
:) gadugadanie
:) leniuchowanie