wtorek, 1 lutego 2011

O naiwności moja!

Inaczej tego nazwać nie umiem. Bo jaką idyjotką trzeba być, by wierzyć, że dokładnie dwadzieścia dni przed premierą uda się zdobyć bilety nie tyle na same premierowe przedstawienie,  co na spektakl kilka dni późniejszy i połowę tańszy?
Odpowiem krótko: SKOŃCZONĄ.
I powiem bez ogródek - JESTEM NIĄ.
Dzisiejsze przedpołudnie w pracy spędziłam na wybieraniu co pięć  minut numeru telefonu Opery Śląskiej w Bytomiu.
Zamarzyło się mi  bowiem obejrzeć Phantoma.
Jakoś chciałam sobie zrekompensować to, że przed zdjęciem ze sceny nie zdążyłam do Warszawy na "Upiora w operze". 
I co?
Od godziny 10.00 do 13.30 numer telefonu do kasy biletowej był zajęty.
Non stop.
Po trupach do celu się mówi, tom zdecydowała o 13.30 wykręcić numer i zadzwonić  na portiernię. Od pomysłu do czynu. Kilka chwil później grzecznie poprosiłam o połączenie z kasą biletową.
- Zajęte! - odrzekł zdecydowanie pan dyżurujący... Wyjaśniłam mu  z uśmiechem, że wiem, bo się usiłuję dodzwonić od rana ...
- Co się pani dziwi? Ruch w interesie!......  Ale dobra, łączę panią - wcisnął przycisk i usłyszałam kojącą muzykę, która po jakimś czasie stała się  irytującą więc się rozłączyłam.
-Halo! Kwadrans później, po pięćdziesiątym trzecim chyba naciśnięciu guzika "wybierz ponownie" udało mi się usłyszeć głos kasjera, który poinformował mnie DRUKOWANYMI GŁOSKAMI, że najbliższy termin , na który można nabyć bilety to koniec marca. I o ile dobrze pamiętam to wypada to w środku roboczego tygodnia -  we wtorek i czwartek. Ale dowiedziałam się jeszcze, że jeśli mam czas i ochotę to mogę być pół godziny przed spektaklem w inne dni  i czekać grzecznie przy okienku kasowym, bo może ktoś przez przypadek zapomni o swojej rezerwacji.
No.
No i co?  Skończoną? Idyjotką?
Jestem. I do tego w kropce. W kwietniu grają  tylko w Lany Poniedziałek, ale wyjeżdżam w Kotlinę Kłodzką na święta. (To już tradycja. I Pierworodny nie chce słyszeć, że będzie inaczej. Negocjowałam. Przynajmniej usiłowałam)

Poczekam zatem do maja...
bo...
Jakem Ida - nie odpuszczę!



ps. Naiwna, idyjotka, ale  skąd niby mogłam wiedzieć, że naród tak tłumnie odwiedza operę? Albo filharmonię? Do niej bilety też trza organizować z dużym wyprzedzeniem. Iwi się np. w ostatni piątek gwizdło. Rzutem na taśmę. I to jeszcze najlepsze z możliwych miejsc...

18 komentarzy:

  1. Nie naiwna, tylko refleks nieco spóźniony :)) Ale to prawda, że bilety trzeba sobie rezerwować z odpowiednim wyprzedzeniem, lub liczyć na znajomych. Jak sobie przypomną to i zaproszenie na premierę podeślą. Tylko, że moi znajomi ostatnio rzadko sobie o mnie przypominają. Tak to jest jak się człowiek na zadupiu zagrzebie :)) A Ty nie odpuszczaj:)

    OdpowiedzUsuń
  2. madame, człowiek uczy się na błędach. Nie odpuszczę!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym pojechała trzy dni po premierze i poczekała pod kasą.Nie wierzę,żeby kilku biletów nie mieli w rezerwie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Maju, przyznam się, że też o tym myślałam... jeśli więc plany się nie zmienią... zawsze musi być ten pierwszy raz:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A bo Iwi to szczęściara, a Ty... no niestety nie :o). Morał taki że trza z Iwi sie bujać to tu to tam i będzie git!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Do filharmonii nabywam karnet i mam z kapelusza. A opery u mnie niet

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli co ? Nasze wyjście do Opery przesunięte na bliżej nieokreślony termin? Natka

    OdpowiedzUsuń
  8. Na wejściówkę się wkręć z krzesłem z korytarza :)ja tam sporo ludzi takich widuję :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, szkoda by było! Zawalcz! Szantażem, stajkiem, głodówką! Zmiękną i szarpną się na bilet dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś z takim jednym się spotykałam, był chórzystą w Operze we Wro, trochę się nachodziłam:), na zaproszenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gucio, ano trza:))

    Nivejko - pomyślę nad tym "z kapelusza", bo faktycznie rozwiązuje to problem:)

    Natko - na Phantoma, to raczej tak.

    Margo - no co Ty? Takie rzeczy w Operze? się dzieją??

    scenki, coś wykombinuję.

    aga - każdy sposób dobry:) A na zaproszenia - najlepszy!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. i się człowiek uczy poniewczasie :)
    ale... z desperackim uporem coś się znaleźć musi :) powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  13. :D i ja bym nie wiedziała,

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda, że tyle czasu i energii musiałaś na to wszystko poświęcić, żeby na koniec dowiedzieć się, że nie ma już miejsc. Ale na pewno uda Ci się zdobyć bilety na coś jeszcze ciekawszego. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczerze życzę powodzenia - cuda się czasem zdarzają, a najczęściej tym, którzy nie ustają w dążeniu do celu. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. bn - już wiem!:)

    Malutka - lepiej późno, niż później:)

    Sydonio - pocieszasz mnie? żem nie tylko ja taka niezorientowana:)

    Jakubie - teraz, gdy już wiem jakie są reguły gry - łatwiej będzie wygrać:)

    Akwarelio - kiedyś wierzyłam wyłącznie w cuda. Teraz wiem, że od czasu do czasu. Ale się zdarzają. Dlaczego bowiem tak często używam określenia CUDny dzień, CUDna niespodzianka, przeCUDna dzidzia...?

    OdpowiedzUsuń
  17. Toż to my naród kulturalny. Do opery, filharmonii i teatru tłumnie chadzamy.
    Trzymam kciuki za powodzenie w zakupie biletów

    OdpowiedzUsuń