czwartek, 8 kwietnia 2010

Wir

... jakiś mnie ogarnął...
Pędzę i wiruję, wiruję i pędzę...
Wyjazdy tygodniowe są super. Tyle tylko, że w niecierpliwym na nie oczekiwaniu  zostawia się całą resztę "na później". Zamyka  drzwi .... i jest bosko.
A kiedy to później nadchodzi...
Okazuje się że zapomniało się o tym i tamtym, a to i to leży odłogiem. A czas nieubłaganie biegnie do przodu i terminy gonią. Ludzie czekają. Egzaminy się zbliżają. 
Kurcze,  jak złapać wszystkie sznureczki w jedną rękę. 
Póki co wpadam tu tylko na chwilkę, czytam, komentuję i biegnę dalej... (stoję tylko w kolejce na poczcie... ale nie bezczynnie - ciśnienie mi rośnie)

Postaram się poprawić... tylko się ciut odwiruję.
Albo przewrócę.

Dzisiejsze ziarnka:
:) za dwa dni weekend
:) grapefruit czerwony
:) dobranoc

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Śmigus - dyngus

Oj u mojej u Mojej Kuzynki, vel Siostry Ciotecznej, ze strony Matki , (u której właśnie jestem na występach) Lany Poniedziałek obchodzony jest bardzo tradycyjnie... rzekłabym, że nawet bardziej niż bardzo.
O świcie każdy czai się w ukryciu i czeka na innego  obudzonego złaknionego pożywienia, lub kawy człowieka...
Obowiązuje tylko jedna zasada - lejemy się wyłącznie w salonie, który wyłożony wzdłuż i wszerz płytkami... Bezpiecznym miejscem są jedynie drewniane schody. Ale siedzieć cały poniedziałek na nich? E nieee...przegapić taką zabawę? E...nieeee...
 Mój Pierworodny i Pierworodna Kuzynki amunicję ładują już w niedzielę wieczorem...
Spotkanie o świcie z wychłodzoną wodą z ich butli strząsa bezlitośnie resztki snu...
Gdy towarzystwo w komplecie pojawia się na dole...  zaczyna się!  lanie, chlustanie, piski, wrzaski i śmiechy...Najsamprzód młodzież kontra dorośli.  Potem to już, kto się nawinie i jak leci, byle tylko było dużo i mokro.
Nala szaleje z zachwytu. Nareszcie można  szczekać w domu do woli. I Pan nie każe być cicho.
Kiedy już jesteśmy przemoczeni do ostatniego włoska...  ogłaszamy zgodnie:  KONIEC LANIA 
i zaczynamy sprzątanie (szufelką wody zbieranie, na szmatach ślizganie) potem objadanie i popołudniowej wycieczki planowanie...


Ach, te poniedziałki to ja strrrrrrrrasznie lubię.
A dziś miałam w gratisie spotkanie pierwszego stopnia z drzwiami kuchennymi.
Lała się więc nie tylko woda:)))).

Dzisiejsze ziarnka:
:) kurs szybkiego pływania
:) fortów zwiedzanie
:) zepsuta waga:)

niedziela, 4 kwietnia 2010

A mnie jest dobrze tu...

Towarzystwem, jedzeniem i uśmiechem płyną świąteczne dni.
Wczoraj spotkanie, opowieści, zwierzenia, chichoty. Gorzko i dębowo. 
Dzisiaj słońcem, zielenią, radością...
Spacer popołudniem po wrocławskim rynku... kolorowe kamienice widziane pierwszy raz...
Zaczarowana dorożka,
Kawa w PRL'u... Ta ostatnia niedziela wystukująca rytm świeżych jeszcze wspomnień  a już zapisująca się w pamięci nowymi obrazami...

Zawiódł  tylko aparat... Ale zachwyt zapisał się we mnie. 
Po moje zdjęcia wrócę tu jeszcze.

Dzisiejsze ziarnka:
:) smak Wielkanocy
:) nutki fortepianowe
:) stukot obcasów po wrocławskiej Starówce

piątek, 2 kwietnia 2010

Radosnych!

Patrzę przez okno. Z niedowierzaniem. Biało. Prąd też gdzieś wywiało. Bez kawy o 9.30 ? Uśmiech w lustrze. Dzieciaki malują jajka. My ostatnie zakupy. Tulipany. Zajączki. Odwiedziny. Wszystko gotowe. Odpoczywamy. Czekamy.

WIOSNY ...
ODPOCZYNKU...
UŚMIECHU...
SPOKOJU...
po prostu
DOBRYCH ŚWIĄT  :)



Dzisiejsze ziarnka:
:) wiara
:) nadzieja
:) miłość

czwartek, 1 kwietnia 2010

Ha ha ha

Ścienny zegar właśnie wybił 18.30.
Kuzynka zasuwa na swoim orbitraku chcąc zrobić miejsce dla nowych zbędnych kilokalorii, które  będziemy wlewać w siebie wieczorem.
A ja siedzę sobie i przypominam próby dzisiejszego wkręcenia mnie.
PRIMA APRILIS
Ynka usiłowała mnie przekonać, że ciocią zostanę, że niby ona... he he he... musiałaby mnie bardzo boleć głowa... bym w to uwierzyła...
Potem odkręciła, że to  nie ona tylko Iwi... bu ha ha haa... ptaszek chyba...
No i Kuzyneczka usiłowała mi wcisnąć kit szkoląc w zaciąganiu rolet okiennych. A mianowicie  źródło światła z żarowki skierować na okno... potem już z górki polecą na dół metalowe szczebelki.
Dziś dzielnie odpierałam ataki wszystkich żartów.
Ale kiedyś omal nie rozpłakałam się otrzymawszy telefon z informacją, że było włamanie do mojego mieszkania... (a że wtedy życie kopało mnie z każdej strony... uwierzyłam)...
Dziś z tego chichrałam.

Dzisiejsze ziarnka:
:) kocyk, drink i góry...
:) śmichy chichy wieczorową porą
:) dedykacja