środa, 31 marca 2010

Panna radosna

W pracy zapowiadał się miły dzień.
I taki był.
Ciąg miłych zdarzeń.
Żadnych spięć. Śmiechu kupa. To, co,  że też ze mnie... Kolejne urodzinowe ciacha. Nad wagą obiecałam popracować po świętach.
No właśnie. Święta. Za pasem. Wszędzie trzepią, piorą, czyszczą, szorują, wietrzą....
A ja nie. Ja za to ze sznurka  Pranie. Na deskę Prasowanie. Do torby Pakowanie.
"u nas  śnieg...weź kozaki i kurtki"
Nawet ta krótka wiadomość nie zepsuła mi nastroju, który towarzyszy mi od wczoraj. 
Nie zauważyłam,  zajęta prasowaniem, że faktycznie za oknem zrobiło się ponuro szaro, a krople deszczu przywarły do szyb mocno, zaglądają przez nie do mieszkania  i zdają się mówić zgryźliwie "Oto twoja wiosna hi hi hi"
Przenikliwy Wiatr zaś wtóruje im złośliwie - "Wiosna, wiosna twoja radosna... he he he"

Spoglądam na zapakowaną torbę (kosmetyki dorzucę rano), kupki ubrań przygotowanych na jutrzejszą podróż, czerwoną torbę na laptopa...
Jutro...
Jutro o tej porze będę siedziała zwinięta na fotelu, otulona kocem... patrzyła przez okna (mam nadzieję bez firan) na góry, popijała czerwone wino... będziemy się chichrały, albo płakały... razem...

A dziś...
Dziś jeszcze...

Moja wiosna przyszła. O właściwej porze. I jest. Tu. 



Dzisiejsze ziarnka:
:) cudnie zielone liście na drzewach
:) urlopik
:) fajnie mi dziś

wtorek, 30 marca 2010

Urodzinki, czyli jak zdać egzamin na prawo jazdy


Niech się spełnią ....i te uczepione chmur... *
Życzenia się spełniają. Nawet te, które składa się samemu sobie. W Dniu Urodzin.
A może przede wszystkim TE?.
Namacalnym dowodem jest Iwi. Jak se w sobotę, w swoje urodzinki postanowiła (wybacz mi, żem tak ciała dała w tym dniu i była obecna li tylko duchem na imprezce...), tak też w poniedziałek zrobiła.
ZDAŁA.
Powiem więcej. Zdała w Wielkim Stylu.
Nie, żeby za pierwszym razem... rzadko, bo rzadko, ale zdarza się. Są tacy co za pierwszym zdają. Jednym słowem To już było. Iwi chciała (choć nawet w snach tego przewidzieć nie mogła) inaczej... Już kiedyś wspominała, że  odgryzie się jeszcze na WORDzie... Że im pokaże!
I pokazała!

Od samiuteńkiego poniedziałkowego rana ogryzałam nerwowo swoje paznokietki..., zerkałam na zegar i ... wysyłałam smsy. I jak? I co? I...?  Dręczyłam Istotę jednym słowem. A Istota NIC.
Cisza. A cisza w tym wypadku oznaczała jedno - Istota jeździ. Oznaczała to, że wyjechała ze znienawidzonego pp-u ( czyt. pier....lonego placyku) i śmiga po mieście...
nagle telefon.
- Przejechałam, muszę raz jeszcze, bo się NIE NAGRAŁO. (chrzaniona kamerka wyłączyła się w trakcie egzaminu - dop. autorki)
Myślałam sobie, że się ze mnie nabija... że mnie wkręca (od tej strony poznałam ją doskonale), ale gdzie tam krótkie: "muszę kończyć, bo egzaminator idzie"... a w słuchawce tylko piiiiiii.... zapiszczało...Oczywiście natychmiast oddzwaniałam, ale bez skutku...
Za pół godziny odebrałam  telefon. Zaszczebiotało w słuchawce:
- ZDAŁAM :-))))))))))))

Drugi raz. POZYTYWNIE. Tego samego dnia. 


Ja myślałam, że TAKIE rzeczy... to tylko w Erze.


Dzisiejsze ziarnka:
:) urodzinki Iwi
:) jeszcze tylko dwa dni

:) obietnica... 22...


*Zdjecie Krystian Madejski (opublikowano za zgodą autora - dziękuję:)) 
*"marzenia uczepione chmur"  z poezji Margo (bez zgody - wybaczysz?:))

poniedziałek, 29 marca 2010

Dobry kierowca

- Skąd Pan wytrzasnął tego kolegę? - zapytałam po cichutku zmiennika siedzącego przede mną, w chwili, gdy tuż obok przeszło ludzkie pojęcie... Rozumiem, że emerytom źle się dzieje, ale żeby pozwolić komuś z takimi umiejętnościami ludzi wozić?
To, co Facet za kierownicą  wyprawiał było po prostu niesamowite.
Z wstecznym się szamotał zanim jeszcze wyruszyliśmy z przystanku. Oczywiście z 15 minutowym opóźnieniem. Jedno spojrzenie Pierworodnego znaczyło będą kłopoty. Miał rację. Gość  był naprawdę the best. Zmiana biegów... ja, laik prawie zupełny, słyszałam (a w samochodzie to najczęściej słyszę jedynie własne myśli) jak biedny silnik woła o pomstę do nieba... dozwolona prędkość 90 - on jechał 45, hamował w ostatniej chwili... kierunkowskazy... e tam... po co... wymuszał pierwszeństwo... niezdecydowany jakiś...
Pierworodny się zaśmiał zaraz nas złapią za utrudnianie ruchu... Faktycznie było to dalece realne, gdyż warunki do jazdy idealne były: południe, drogi puściuteńkie, sucha nawierzchnia... a ten...  pyka... i pyka...  i pyka....  aaa... miejscami  nawet zwalniał do  5/ha ... odpisywał na smsy.
- Wiecej nie da się wycisnąć
- usłyszałam w odpowiedzi,  gdy ciut głośniej wymsknęło mi się,  tu możnaby na przykład 70... 
W Oświęcimiu  na szczęście Młodość usiadła za kierownicą. Włączyła radio, z którego popłynęła rytmiczna muzyka... Silnik mruknął z zadowoleniem.  My też... 
Rozluźniłam się zupełnie i zaczęłam podziwiać krajobraz za oknem.


Dzisiejsze ziarnka:
:) Brawo Iwi!
:) przymrozki, które odejdą w zapomnienie (wkrótce!)

:) jeszcze tylko dwa dni:)

niedziela, 28 marca 2010

Dylemacik - fiacik?

Niemanie własnych czterech kółek utrudnia życie. Brak sensownych połączeń autobusowych i kolejowych z rodzinnym miasteczkiem życie zaś uprzykrza na maksa.
W sobotę o  15-stej dotarłam  do S, a dziś już o  11 rano  musiałam się zabierać z powrotem. weekend  w autobusie...
W takich sytuacjach zawsze stoję przed dylematem. Co zrobić z tymi minutami, które TAM spędzić mi przyjdzie?
Jak podzielić je między wszystkich, których chciałabym odwiedzić, złożyć świąteczne  życzenia?
Zapalić znicze na grobach najbliższych... opowiedzieć o tym, co u nas... posłuchać co u Nich...
Pobyć trochę z mamą... 
Chciałabym przytulić Najmłodszego, ucałować Jego mamę, pogratulować tacie, przybić piątkę z braciszkiem i kupić jakiś obrazek w galerii Jego starszej siostry... 
A jest jeszcze Iw, z którą li tylko słyszałam się w listopadzie, gdy organizowała swojego Niemęża by pomógł mej siostrze zmienić koło w aucie... i kuzynka Basia, i ciocia... i przyszywane kuzynostwo... i... i... i....  I chciałam pójść  na spacer i spojrzeć na te poczciwe góry...i połazić po zamkowym ogrodzie...
Sklonować się? Bez sensu. Każdy klon i tak byłby pokrzywdzony... też musiałby wybierać...i jeszcze może kłócić by się chciały, kto do kogo i dlaczego?
Marzy mi się płaszcz Rumburaka... otulić się nim szczelnie i przenieść się w miejsce docelowe w kilka sekund... Albo jego kufer podróżny. O tak! Schowałabym się w nim cała... i w drogę! Kiedy tylko miałabym na to ochotę!.
To byłoby Coś. 
Tymczasem, minut starczyło  na odwiedzenie grobu i pobycie z mamą...



Dzisiejsze ziarnka:
:) radość mamy
:) domowy rosołek
:) wesoły drajwer

piątek, 26 marca 2010

Piątek - weekendu początek.

Ogarnęła mnie niemoc. Wpadłam  do domu.
Umyłam okna. Będzie padać. Mówią znak - chłopcy nie kochają.
Mnie tam ludzkie gadanie nie obchodzi. Niech gadają.
Ja tam swoje wiem.
Sprzątałam.  Jeszcze pralka nie skończyła wykonywać swojej roboty - zadzwonił telefon.
- Jesteś w domu?
- Jestem.
- To będę za chwilę.
I był.
Stary znajomy. Mojego męża. Nasz. Mój.
Ze dwa lata go nie widziałam jak nic.
Z dziką satysfakcją zauważyłam, że nie tylko mnie tu i ówdzie przybyło.  Podobno musi dbać o wizerunek - Zmienił pracę.
Przegadaliśmy trzy godziny. Spieszył się na służbę.
Mój pierwszy znajomy policjant.

Godz. 22.00
Z sąsiedniego bloku dobiega już drugi raz gromkie "sto lat".

Napiłabym się piwa. Na pół.


Dzisiejsze ziarnka:

:) zapach gorących bułek o poranku
:) soczyste marchewki na straganie 
:) słońce zamknięte w żółtych cukierkach